Maj 21st, 2016

A te­raz St. Grabski. „I dziś już powinien wierzący katolik pamiętać, iż cnotą jest miłość ojczyzny, a nie niena­wiść innych narodów, że dążenie do wywyższania swe­go narodu przez zbrodnie spełniane na innych narodach jest zbrodnią, za którą wcześniej czy później spada na naród ciężka kara. Światem rządzą nie tylko prawa mechaniki i biologii, ale i prawa moral­..” (Państwo narodowe, str. 97). Trudno o jaśniej­sze przeciwstawienie nacjonalizmu integralnego i ka­tolickiego. Dziwnym zbiegiem okoliczności, właśnie gdy Stronnictwo Narodowe zbliżało się do katolicyzmu, po­zbywało się jednego ze swoich nielicznych kierowni­ków — katolików.Ocena przyszłości Polski w dziełach R. Dmow­skiego i St. Grabskiego jest również bardzo różna. I tu myśl St. Grabskiego żegluje niezbyt daleko portu na­szych poglądów. R. Dmowski uważa, iż „na korzyść Polski działają wielkie siły bezimienne, tak silne, iż nawet najgorsza polityka nie jest w stanie osłabić ich działania”. Jest to ogólna zasada, na której opiera się cały program Narodowej Demokracji, o ile chodzi o sto­sunek z Niemcami.

 

W razie bowiem, gdy w świado­mości przeciętnego naszego zwolennika i przeciętnego zwolennika R. Dmowskiego powstaje konflikt między normą religijną a interesem narodowym, konflikt zre­sztą dziś rzadki w praktyce, wówczas my idziemy za normą religijną. Narodowy demokrata za normą naro­dową. Otóż to samo przeciwieństwo zachodzi między St. Grabskim i R. Dmowskim. St. Grabski jest wierzą­cym katolikiem, katolicyzm stawia ponad nacjonaliz­mem. R. Dmowski odwrotnie. „Z zasadniczych — pi­sze R. Dmowski — przykazań etyki chrześcijańskiej można wyprowadzić odpowiedzi na wszelkie zagadnie­nia z zakresu stosunków wzajemnych między jedno­stkami ludzkimi. Ale tylko między jednostkami. Sto­sunek jednostki do narodu i narodu do narodu leży właściwie poza granicami chrześcijańskiej etyk i.”

 
Maj 21st, 2016

Jakaś jednak musi być tego przyczyna. Musi być pewien zasadniczy tego powód. Dobrowolnie stron­nictwo nie pozbywa się jednego ze swych najwybit­niejszych ideologów i pisarzy. Otóż powody oddalenia się St. Grabskiego od własnego stronnictwa wydają się być natury bardzo poważnej. Stawiam tezę, iż pod względem całego szeregu ważnych punktów ideologicz­nych i politycznych St. Grabski stoi w pośrodku mię­dzy myślą naszą a myślą R. Dmowskiego. Tezę tę po­staramy się ilustrować paru przykładami.Nacjonalizm integralny R. Dmowskiego nie przy­pomina w niczym nacjonalizmu St. Grabskiego. Nie należy przy tym zapominać, iż zasadniczą różnicę dzie­lącą doktrynalnie nasz obóz i Narodową Demokrację, różnicę, która zresztą kiedyś zadecyduje o stosunku tych ugrupowań do katolicyzmu, stanowi zagadnienie nacjonalizmu i etyki.

 
Maj 21st, 2016

Trudno zresztą uczyć narodowych demokratów. Sa­mi dobrze wiedzą, co im odpowiada, a co nie. Politycz­nie wyzbyli się radykalnie wpływu swoich dwu naj­zdolniejszych polityków, pisarsko twórczość jednego jeszcze uznają, o drugim nie chcą słyszeć. Jest to we­wnętrzna sprawa „obozu narodowego”. Niemniej jed­nak przypuszczam, iż im zdolniejszy, im bardziej jasny umysł stoi w danej chwili na czele wielkiego stronnic­twa prawicowego, tym dla nas lepiej. Każdy bowiem człowiek pragnący szczerze wielkości państwa polskie­go, a myślący kategoriami logicznymi, czy prędzej, czy później dojdzie do naszych założeń. Im więcej logiki, im mniej będzie animozji personalnych u kierowników Narodowej Demokracji, tym prędszy nastąpi odwrót z pozycji asymilacyjno-antyniemieckich. Tak więc Narodowa Demokracja stanowczo odżegnu­je się dziś od twórczości swego naczelnego, niedawno, leadera.

 
Maj 21st, 2016

Nie ulega wątpliwości, iż R. Dmowski jest dziś jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy politycznych. Ale czy rzeczywiście może tu być mowa o olśnieniu? Czy twórczość Dmowskiego może być chociażby porówny­wana, o ile chodzi o stronę publicystyczną, z pracami takiego Bainville’a, Bendy, Alaina, Thibaudeta, Siegfrieda, D. Halśvy’ego? O ile zaś chodzi o stronę pa­miętnikarską, to czyż jego Polityka polska może być porównywana z pamiętnikami Czernina, Windischgraetza, Andrassyego, Erzbergera, nie mówiąc o Chur­chillu, nie mówiąc o Bulowie… O olśnieniu kogokolwiek niestety nie może być mowy. Jeżeli jakaś praca człon­ka Stronnictwa Narodowego mogła w ostatnich latach podziałać na mnie osobiście olśniewająco, to na pewno nie Świat powojenny R. Dmowskiego, ale może właśnie taki ósmy, kapitalny, zeszyt Ekonomii St. Grabskiego.

 
Maj 21st, 2016

Jeżeli jednak znajduje się tu parę słów apologetycznych, to po prostu dlatego, iżby nie wyda­wało się, iż brak argumentów rzeczowych usiłujemy pokryć jadowitymi inwektywami. To jest nieznośny zwyczaj w polskiej publicystyce i od tego jak najener­giczniej trzeba się odgrodzić.W poniższych rozważaniach zajmować się będziemy więc nie działalnością polityczną St. Grabskiego, lecz raczej jego twórczością pisarską, a zwłaszcza ostatnią, niedawną, książką pt. Państwo narodowe. Twórczość tę rozważać więc będziemy przede wszystkim z punk­tu widzenia zagadnienia: „Grabski, Dmowski i nasza ideologia”, następnie zaś w związku ze stosunkiem dok­tryny nacjonalistycznej do idei państwa narodowego wreszcie do specjalnej formy nacjonalistycznego de- mokratyzmu.O ile chodzi o reputację pisarską, to nie ulega naj­mniejszej wątpliwości, iż R. Dmowski w szeregach swych zwolenników o głowę przewyższa St. Grabskie­go. Anonimowy recenzent „Myśli Narodowej” pisząc o     mojej krytyce tez Dmowskiego ciągle wraca do mo­tywu „olśnienia”, którego doznać musi czytelnik ostat­niej książki założyciela Narodowej Demokracji.

 
Maj 21st, 2016

Nie mamy tu zamiaru próbować apologii politycznej działalności naszego autora. Można by nawiasem wspo­mnieć, iż jeszcze właściwie nie jest zupełnie wyjaśnio­ne, jaką rolę St. Grabski odegrał w Rydze. Z drugiej strony można by za piękny, patriotyczny gest z jego strony uważać głosowanie w czasie narady wilanow­skiej za przerwaniem kroków zbrojnych, mimo iż ist­niały dla witosowców poważne szanse zwycięstwa. Je­żeli to zresztą mówimy, to nie dlatego, żeby do osoby Grabskiego pociągała nas jakaś specjalna sympatia lub znajomość. Konkretnie biorąc widziałem go raz i przy­znam, iż zafrapowała mnie nieco rasowa postać typo­wego polskiego karmazyna. Zresztą jeden z zasadni­czych punktów programu dawnego ministra oświaty, spolszczenie za wszelką cenę „korytarza” od Lwowa do Tarnopola, należy do tych, które w autorze tych słów wyjątkową mogłyby, ze względów lokalnych, bu­dzić odrazę.